Urodzony w Niemczech, gra dla Polski. 18 lat i już ważna postać Bytovii. Chris Jastrzembski dla 2×45

Zrodlo – Czytaj dalej – Wywiad z Cris Jastrzembskim – 2×45

2×45
2014-11-03 03:55:02
To jeden z najmłodszych piłkarzy, którzy regularnie grają dziś w I lidze. Pomocnik Bytovii Bytów, Chris Jastrzembski zaprezentował modelowy przykład postawy przy wyborze reprezentacji. – Rodzice cały czas powtarzali, że z Polski pochodzę i teraz czuję, że jestem w mojej ojczyźnie – mówi dla 2×45.info urodzony w Niemczech reprezentant Polski U-19.

2×45.info: – Chris, czyli Krzysztof?
Chris Jastrzembski: – Tylko Chris. Wszyscy w Polsce myślą, że to jakieś zdrobnienie od Krzysztof lub Krystian (śmiech).

– Gdy podpisywałeś kontrakt z Bytovią, pisano o tobie „piłkarz z Niemiec pochodzenia polskiego”. Jakie są twoje związki z Polską?
– Urodziłem się w Niemczech, ale moi rodzice są Polakami, którzy w pewnym momencie wyjechali z kraju. Dbali o to, żebym mówił dobrze w obu językach. W domu do dziś rozmawiają po polsku, podobnie jak każdy z moich braci.

– Ilu masz braci?
– Dwóch. Jeden jest młodszy i gra dziś w Herthcie Berlin U-15. Drugi jest trzy lata starszy ode mnie i też do pewnego momentu grał w piłkę.

– Nie miałeś wątpliwości, jaki kraj chcesz reprezentować?
– Nigdy. Rodzice cały czas powtarzali, że z Polski pochodzę i teraz czuję, że jestem w mojej ojczyźnie. To się już pewnie nie zmieni.

– Jak często odwiedzałeś Polskę przed transferem?
– W każde wakacje. Wyjeżdżaliśmy zobaczyć się z rodziną do Łeby, Torunia i Żywca. Zimą też często przyjeżdżałem na ferie.

– Mimo to dość zaskakujący jest fakt, że jako 18-latek, który od początku szkolił się w Niemczech, zdecydowałeś się na polską ligę. Dlaczego?
– Dużą zachętą były przypadki piłkarzy, którzy się tutaj pokazali i poszli wyżej. Arek Milik zrobił furorę w Górniku, zapracował na transfer do Bundesligi, a dziś jest w Ajaxie i reprezentacji Polski. Młodym zawodnikom – o ile nie chodzi o klubowe rezerwy – bardzo trudno przebić się w trzeciej czy czwartej lidze niemieckiej. Tam dużą wagę przywiązuje się co dech szybkościowych czy technicznych, a w Polsce najwięcej jest walki i fizyczności. Chciałem zobaczyć, jak tutaj gra się w piłkę, miałbym więcej okazji, żeby pojawiać się na boisku.

– Dotychczas byłeś piłkarzem trzecioligowego Holstein Kiel.
– Trenowałem z seniorami, ale na pierwszy skład nie miałem większych szans. Jestem defensywnym pomocnikiem, a na tej pozycji zawsze występował 28-letni Tim Danneberg, z przeszłością nawet w 1. Bundeslidze. Byłbym niemal skazany na ławkę. W Niemczech nie jest regułą, że jak już na przykład zapewnisz sobie utrzymanie, to stawiasz na młodzież. W I lidze jeden młodzieżowiec zawsze musi być w składzie, więc wiedziałem, że będę konkurował z moimi rówieśnikami, a nie weteranami.

– Nie miałeś wątpliwości, czy grać dla Polski, ale ostatnio na Twitterze broniłeś Pawła Cibickiego, który zagroził, że może wybrać Szwecję.
– Broniłem go, bo trzeba spróbować zrozumieć jego sytuację. Jeśli ktoś urodził się w Polsce, cały czas tutaj grał, to siłą rzeczy nie ma dylematu, dla kogo zagrać. U mnie sprawa była prostsza, bo byłem wychowywany jako Polak, choć rodzice nigdy mi nie powiedzieli: masz wybrać Polskę i koniec. Dali mi wolną rękę. Myślę, że Paweł chce występować dla Polski, ale skoro w pewnym momencie się rozczarował, to w złości zaczął szukać innego kierunku.

– Czyli najwyraźniej nie jest nastawiony, żeby bezwarunkowo wybrać Polskę.
– Sądzę, że jest zdecydowany na biało-czerwone barwy, tylko w emocjach powiedział coś bezmyślnie. Coś mu obiecano i słowa nie dotrzymano, dlatego staram się go trochę zrozumieć. Ja zareagowałbym inaczej, to kwestia tego, co wpajali rodzice.

– Niemiecka federacja zgłaszała się do ciebie?
– Nie. Chyba po prostu nie zdążyła.

– Ok, ale jak trafiłeś do Bytovii, która raczej nie ma rozwiniętego skautingu?
– W zeszłym roku zagrałem parę meczów dla reprezentacji U-18, którą prowadził syn Pawła Janasa, Rafał. Z byłym selekcjonerem dobrze zna się mój agent Tomasz Dawidowski i tak narodził się ten temat. Bytovia poszukiwała młodzieżowca i trener Rafał zapytał, czy nie chciałbym przyjechać na testy. Zgodziłem się, zaproponowali mi kontrakt i podpisałem.

– Twoje pozyskanie ogłoszono w lipcu i nagle pod koniec września wskoczyłeś do wyjściowego składu, z którego do dziś nie wychodzisz. Dlaczego tak późno?
– Było sporo zawirowań formalnych. Klub musiał jeszcze zapłacić jakiś ekwiwalent i nie do końca było wiadomo, na jakich zasadach. Papiery ciągle nie dochodziły, a potem musiało to jeszcze iść przez FIFA i niemiecki związek. Taka procedura może trwać do dwunastu miesięcy, ja miałem to szczęście, że skończyło się tylko na dwóch.

– I jak wrażenia po pierwszych tygodniach w seniorskiej piłce?
– Dobre, choć oczywiście musiałem się zaaklimatyzować. Jest bardzo dużo walki i dużo szybsze tempo niż w juniorach w Niemczech. Każdy kraj ma swój styl, ale w Polsce i w Bytovii bardzo mi się podoba. Mamy dobre warunki, kompetentnych trenerów, znających się na swojej pracy.

– Jakbyś porównał warunki zastane w Bytovii do tych z Holstein Kiel?
– W zasadzie to poziom zachodni, z tą różnicą, że brakuje boiska treningowego i zawsze mamy zajęcia na głównej płycie. Pod tym względem w Niemczech jest lepiej.

– Już w drugim występie strzeliłeś gola samobójczego.
– Pechowo odbiłem piłkę po rzucie wolnym. Nie przejmowałem się zbytnio, bo rywale zdobyli jedynie bramkę honorową, a my wygraliśmy aż 6:1. W szatni koledzy trochę się śmiali, ale w takich okolicznościach nie było tematu. Gdybyśmy przez takiego gola stracili punkty, na pewno bardziej bym to przeżył.

– Tak szczerze, jesteś w składzie Bytovii dzięki przepisowi o młodzieżowcu, czy nawet bez niego wygrywałbyś rywalizację?
– Nie jestem w stanie odpowiedzieć, zapytajcie trenera. Uważam jednak, że jak dotąd gram solidnie, staram się dać drużynie swoje maksimum. Trochę na pewno jej pomagam. Świadczą też o tym wyniki, które osiągamy ze mną w składzie. Trzy razy wygraliśmy, po razie remisowaliśmy i przegraliśmy [rozmawialiśmy przed Termaliką, PM].

– Już w tak młodym wieku pracujesz z trenerem, który kiedyś doprowadził Legię do ćwierćfinału Ligi Mistrzów i prowadził reprezentację Polski.
– Mam spore szczęście, doceniam ten fakt. Staram się jak najwięcej nauczyć, gdy Paweł Janas udziela mi rad i przenieść to na boisko. Czuję się dumny, że mogę z nim pracować.

– Mówiłeś, że grasz jako defensywny pomocnik. Do tego ograniczają się twoje atuty?
– Jestem raczej typową „szóstką”, ale zdarzało się, że grałem również jako „ósemka” czy nawet ofensywny pomocnik. Różne są ustawienia w Bytovii, więc dostosowuję się. Moja specjalność to jednak rola defensywnego pomocnika.

– Jak to się stało, że trafiłeś do reprezentacji U-18?
– To efekt programu PZPN „Gramy dla Polski”. Maciej Chorążyk wyszukuje piłkarzy z polskimi paszportami i kontaktuje się z nimi. Mnie zaproszono już na konsultacje kadry U-16, ale wtedy nie pokazałem się z najlepszej strony. Rok temu dzięki panu Chorążykowi dostałem drugą szansę w drużynie U-18 i tym razem wyszło lepiej.

– Teraz grasz w reprezentacji U-19.
– To naprawdę dobry zespół, na każdej pozycji są wyróżniający się zawodnicy. Nie chodzi tylko o polską ligę, bo są na przykład Paweł Bochniewicz z Udinese czy Oskar Zawada z Wolfsburga. Czuję się dumny, że jestem częścią tego zespołu. Mogę się porównywać z najlepszymi piłkarzami z rocznika i zobaczyć, w którym miejscu się znajduję.

– I jakie obserwacje?
– Cały czas się rozwijam, codziennie robię jakieś postępy. Wyjeżdżałem jako 17-latek, rodzice bali się, że nie dam rady. Teraz są zaskoczeni, że jednak sobie radzę (śmiech).

– Fizycznie dużo masz do poprawy?
– Zależy, na jakiego rywala trafisz, ale ogólnie czuję się gotowy na seniorskie granie. W Bytovii mamy sporo treningów stabilizacyjnych, w Niemczech tak się nie pracuje. Po transferze zobaczyłem podczas okresu przygotowawczego, że są pewne braki i je wyeliminowałem.

– Masz jakiś precyzyjnie nakreślony plan kariery?
– Na razie skupiam się na tym, że do 2016 roku jestem związany z Bytovią. Chciałbym kiedyś zaistnieć w niemieckiej ekstraklasie, a największym marzeniem jest transfer do Premier League. Do tego jednak daleka droga, trzeba wylać jeszcze dużo potu. Najważniejsze, żeby wykonywać kolejne małe kroki do przodu. Za 2-3 lata mógłbym zagrać w Ekstraklasie, wypromować się tam i wszystko z czasem by przyszło. Grunt, żeby nie zatrzymać się w rozwoju.

– Jaka różnica w codziennym życiu między Polską a Niemcami?
– W sumie niewielka. Jedyne, co rzuca mi się w oczy, to dużo więcej imprez Polaków, lubią tak spędzać czas. Może akurat trafiłem na głośne osiedle (śmiech). Nieraz muzyka gra jeszcze po 22:00.

– Tobie taki styl życia nie grozi?
– Rodzice i mój agent dbają, żebym nie zszedł z właściwej drogi i nie patrzył w lewo lub prawo. Takie jest też moje nastawienie. Na imprezy będzie czas po karierze, to może poczekać. Teraz liczy się, żeby jak najwięcej osiągnąć w piłce.

– Jak Dawidowski został twoim agentem?
– Wypatrzył mnie podczas konsultacji kadry U-18. Spodobał mu się mój styl gry, pogadał, zaprezentował, jak pracuje jego firma. Podobało mi się, więc podpisał z nim umowę.

rozmawiał Przemysław Michalak